POMEZANIAE

 

 

 

 

Biuletyn Społeczno-Kulturalny wydawany w Jerzwałdzie od 31 lipca 1991 roku

 

 

            Nr 221 luty 2010 

 

 

W Numerze:

 

 

Skrzynie Kaczyńskiego

Z teki Tadeusza Markosa

Brawo, brawo, brawo

Jasełka 2

Akcja KGW „Stokrotka”

Pożegnanie Weroniki Rybaczuk

Z akt Kazimierza Napórkowskiego

 

 

 

 

 

 

Numer specjalny z września 2004 r. „Słownik elbląski”

 

 

POMEZANIAE Numer 220

 

 

POMEZANIAE Numer 219

 

 

POMEZANIAE Numer 218

 

 

POMEZANIAE Numer 217

 

 

POMEZANIAE Numer 216

 

 

POMEZANIAE Numer 215

 

 

POMEZANIAE Numer 214

 

 

POMEZANIAE Numer 213

 

 

POMEZANIAE Numer 212

 

 

POMEZANIAE Numer 211

 

 

POMEZANIAE Numer 210

 

 

POMEZANIAE Numer 209

 

 

POMEZANIAE Numer 208

 

 

POMEZANIAE Numer 207

 

 

POMEZANIAE Numer 206

 

 

POMEZANIAE numer 205

 

 

POMEZANIAE Numer 204

 

 

POMEZANIAE Numer 203

 

 

POMEZANIAE Numer 202

 

 

POMEZANIAE Numer 201

 

 

POMEZANIAE Numer 200

 

 

POMEZANIAE Numer 199

 

 

POMEZANIAE Numer 198

 

 

POMEZANIAE Numer 197

 

 

POMEZANIAE  Numer 196

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Rejestr sądowy Sąd Wojewódzki w Olsztynie, sygn. akt I Ns. Rej. Pr 25/91

Red. nacz. Janusz Sokołowski

14-230 Zalewo Jerzwałd 52a,  tel.: 089 758 86-65, kom. 0 503 312 016   

 

 


 

  

      Skrzynie Kaczyńskiego

 

-        Ajajaj! – Krzyknął „Były” znad „Trybunowyborczej”. – Chodźcie no tu Padalczyk, szybko. Ale jaja nad jajami.

-        Ożesz jasna cholera, chyba rzeczywiście coś się stało szefie mój ulubiony – skłamał, jak zwykle, Jan Padalczyk wyrwany ze swojego ulubionego stanu zadumy. Przecież szef zupełnie inaczej krzyknął, niż krzyczy zazwyczaj.

-        Padalczyk, a jak ja krzyczę zazwyczaj?

-        Ajajajajajajajaj! No, ale cóż się takiego stało?

-        Kaczyński zbiera i zbierał haki na naszych i nie tylko na naszych. A co on może za przeproszeniem znaleźć na Radka Sikorskiego, jednego z naszych potencjalnych kandydatów na prezydenta.

-        Oj szefie może znaleźć. Na przykład może znaleźć, że Sikorski jest antysemitą!

-        Was chyba pogięło Padalczyk, przecież żona Sikorskiego Anne Applebaum jest Żydówką, więc jak Sikorski może być antysemitą!

-        Oj szefie może! Po tylu latach małżeństwa może! Może przecież mieć po prostu dość swojej żony! Ja zmuszany przez moją starą od tylu lat do słuchania „Radia Maryja” i Ojca Rydzyka też stałem się antysemitą, chodź zupełnie z innej przyczyny. Z powodu indoktrynacji, która się tam sączyła.

-        Padalczyk, możemy się cieszyć z naszych osiągnięć na zimowej olimpiadzie w Vancouver. Medali więcej niż na poprzedniej. Małysz dwa srebra, Kowalczyk też. Tak nie było za Pisssssssuarczyków.

-        Szefie, a wie szef, czemu Małysz nie zdobył złotego medalu?

-        No?

-        Żeby zrobić na złość temu komentatorowi sportowemu z jedynki. Sam, jak słyszę tembr jego głosu i sposób komentowania prawie zawsze rzygam nawet bez żadnej gorzały czy wina. Bardzo się cieszę, że nasi w drużynowym konkursie dali ciała. Tamten o mało nie padł z wściekłości.

-        Oj Padalczyk, Padalczyk gdyby to miało jakiekolwiek znaczenie? Przecież ten komentuje to, co widzi na własne oczy, bo po to go tego Vancouver posłali.

-        A skąd szef wie, że to leci na żywo? A nie z jakiejś skrzyni i nasi tam wcale żadnego medalu nie zdobyli, tylko jest film fabularny puszczany na Woronicza?

-        To niemożliwe Padalczyk, bo telewizja na Woronicza jest w rękach Pis-u i SLD. I oni przypisują sobie sukcesy naszych sportowców na tej olimpiadzie. Więc puszczają na żywo.

-        Niemożliwe, a ja szefowi mogę szybko udowodnić! Przecież tego cholernego Klosa już nie mogę oglądać po raz setny i to czarno-białego. Stara wpatrzona jakby oglądała pierwszy raz. Więc z tej skrzynki Kaczyńskiego mogą puszczać, co chcą. Zobaczy szef, że im bliżej będzie wyborów, tym Kaczyński będzie mocniejszy.

-        I Pissssssssuarczykom wzrośnie!

-        Szefie, u nas w gminie nastała moda do skracanie nazwisk, jak powiedział mój syn Kacper.

-        Nie słyszałem Padalczyk o takiej modzie.

-        A to Jarosław N., a to Bogdan H., a to Andrzej D.!

-        Faktycznie. Padalczyk, nie macie gdzieś przykiszonego piwa, bo mnie suszy po wczorajszym.

-        Mam. Nawet po dwa.

-        No to, co się ociągacie!

                                                                                              Janusz Sokołowski

 

                                                                                  

Z teki Tadeusza Markosa

 

 

 

Tyle lat musiałem udawać kogo innego, że sam nie wiem, kim ja w końcu jestem? Bogdanem H., czy prawdomównym Bogdanem H.?

 

        Brawo, brawo, brawo

                                                                                                                     

 

Od pewnego czasu śledzę z podziwem zmagania Ryszarda Cympla z Bogdanem H. Oczywiście, że od samego początku jestem po stronie prawdomównego Ryszarda, którego znam od lat, a nie po stronie krzywoprzysięscy Bogdana H. Najbardziej w tym wszystkim budujące dla mnie jest to, że stanęli po stronie Ryśka pracownicy jego referatu Kasia Jendrnalik i Heniek Pater ryzykując utratę pracy, o co w ich przypadku bardzo łatwo.

 

Czemu piszę o Bogdanie H. jako krzywoprzysięzcy? Bo poświadczył nieprawdę w sądzie w roku 2005 gdzie zeznawał jako „były” burmistrz po moim artykule „Radni naprawiają błąd, nie będzie prezentu dla N.” w POMEZANIAE na temat prywatyzacji naszego gminnego „Ośrodka Zdrowia”.

 

Dla przypomnienia fakty:

Na odbiorze technicznym w roku w 2004 okazało się, że nasz nowy „Ośrodek Zdrowia” nie spełnia jakichś norm i przepisów, wobec powyższego Państwo N. zwrócili się do gminy o tymczasową „prywatyzację” naszego ośrodka. W szybkim czasie mieli pobudować swój spełniający wszystkie wymagania. Nawet kupili grunt pod budowę ośrodka w samym Zalewie.

 

I na tym skończyli wszelkie swoje wysiłki! Grunt w Zalewie leży odłogiem. Od kiedy w sądzie (w 2005 roku) pojawił się wtedy „były” i obecny burmistrz Bogdan H. i wziął ich w obronę, Państwo N. wiedzieli, że z jego strony nigdy nie spotka ich żadna krzywda i nikt w przyszłości nie będzie dociekał i drążył tego tematu. Jednak dla przypomnienia Jarosław N. był w poprzedniej kadencji z komitetu wyborczego „Zgoda i kompetencje” Bogdana H.

 

Ja zapłaciłem Państwu N. po procesie o zniesławienie w sądzie w Elblągu za to, że napisałem prawdę o nieprawidłowościach przy prywatyzacji naszego Ośrodka Zdrowia w Zalewie! Przecież do tego czasu jesteśmy skazani na monopol Państwa N.

 

Czemu się nie odwoływałem? Bo kwota zasądzona mi wtedy nie była wielka, a zrozumiałem, że nie mam co liczyć na pomoc swojego burmistrza. Ja po powrocie z sądu i po rozmowie z Andrzejem D. przeszedłem przyśpieszony kurs Wieczorowego Uniwersytetu Marksizmu i Leninizmu  tak zwanego WUML-u. Andrzej D. powiedział ze śmiechem: –Trzeba było pisać Państwo N., wtedy „guzik” by ci zrobili.

 

Później okazało się, że w tamtym czasie największe prezenty od naszego burmistrza Andrzeja D. otrzymali ludzie z komitetu wyborczego Bogdana H., a było ich w radzie tylko trzech. Państwu N. sprawiono „w prezencie” nasz gminny Ośrodek Zdrowia, żonie Pana Jana L. przedłużono dyrektorowanie w szkole podstawowej w Zalewie. Dlaczego?

 

Bo ci radni w tamtym czasie, jako członkowie komisji budżetowej żądali (od nich wyszła inicjatywa!) natychmiastowych podwyżek dla burmistrza. Co prawda nie znaleźli przez ponad pół roku sprzymierzeńców. Wszyscy pamiętaliśmy deklaracje Andrzeja D., że jemu nie zależy na pieniądzach, bo jest zamożny. Chce jedynie swoje umiejętności z biznesu przenieść na grunt gminy w celu pozyskania środków finansowych.

 

Po ponad pół roku pierwsze podwyżki dla Andrzeja D. zostały przegłosowane przy sprzeciwie zaledwie dwójki radnych. Moim i Wandy Skolimowskiej. Oczywiście, że wnioskodawcy podwyżek Jarosław N. i Jan L. byli za.

 

Ryszardzie cieszę się, że zwycięża prawda. Brawo Ryśku, brawo Kasiu, brawo Heńku!

 

Janusz Sokołowski

 

 

Jasełka 2

Jasełka 2

13 lutego 2010 roku o godzinie 16.00 w świetlicy wiejskiej w Jerzwałdzie dzięki Grażynie Neubauer obejrzeliśmy Jasełka. Oprócz spektaklu prezentującego ucieczkę świętej Rodziny do Betlejem, narodziny Jezusa, pokłon Trzech Króli mogliśmy podziwiać i zakupić na kiermaszu wyroby uczestników Warsztatów Terapii Zajęciowej z Kwidzyna.

 

Jasełka przygotowała instruktor Pracowni Artystycznej, Joanna Postawa-Wolnik. Cele, jakie stawia sobie i swym podopiecznym prowadząca Pracownię Artystyczną to między innymi: rozbudzenie wyobraźni i wrażliwości muzycznej, rozbudzenie motywacji do rozwoju własnych zdolności i umiejętności, wspieranie inwencji twórczej uczestników, poznanie pieśni, piosenek religijnych, patriotycznych, biesiadnych i rozrywkowych, nauka i doskonalenie gry na instrumentach muzycznych (keyboard, gitara, akordeon, proste instrumenty perkusyjne), zapoznanie uczestników warsztatów z wybranymi utworami muzyki poważnej, nauka prawidłowej emisji głosu oraz dykcji i wyrabianie systematyczności i wytrwałości.

 

Spektakl przygotowany przez Joannę Postawa-Wolnik jest pierwszym przygotowanym przez nią i wystawionym dla szerszej publiczności. W spektaklu udział wzięli: Joanna Neubauer, Marcelina Staniaszek, Mariusz Kobuz (Król), Przemysław Strzelec (Król), Mirosław Stefanowicz (Król) Agnieszka Kisiel (na wózku) Anna Chęsiak (Matka Boska), Łukasz Godzik (śpiew) Cezary Szybułowski (keyboard), Grzegorz Cyzel, Urszula Holz (niewidoma), Bogdan Machowski, Grzegorz Cielątka.

 

 

 

 

 

 

 

 

Występujący w Jasełkach aktorzy wspaniale odtworzyli atmosferę Świąt Bożego Narodzenia. Przebrani, w wyjątkowej urody stroje śpiewali kolędy, recytowali wiersze i prozę, wciągając widownię we wspólne kolędowanie. Gdy Jasełkowy spektakl dobiegł końca występujących aktorów nagrodzono gromkimi brawami. Po krótkiej przerwie, w czasie, której można było zakupić prace uczestników warsztatów terapeutycznych, mogliśmy ponownie posłuchać koncertu w wykonaniu tychże aktorów. Były popularne pieśni biesiadne, klasyka rocka i wspaniale zaśpiewane arie operetkowe. Występy zakończono ogólnym aplauzem, były bisy i wykonania na bis. Trudno było rozstać się obydwu stronom.

 

Dawniej, w wielu społeczeństwach, jeśli w rodzinie rodziło się dziecko upośledzone fizycznie lub umysłowo uważano je za dar Boga, wymagające dużo więcej miłości, dużo więcej opieki. Było inne, było niezwykłe, a nie tak jak dziś gorsze, często niechciane, będące przyczyną wstydu dla całej rodziny. Ktoś, kiedyś powiedział, że kiedy przychodzi na świat Takie dziecko to rodzi się Anioł. I ten Anioł jest kontrolerem, kontrolerem naszego humanitaryzmu, naszej umiejętności współodczuwania, umiejętności dzielenia się swoim życiem z tymi, którzy tego tak bardzo potrzebują. Jasełka wystawiane w śnieżny lutowy wieczór uzmysłowiły widzom, że tak naprawdę wszyscy jesteśmy tacy sami, a tym, którzy je wystawili należy się olbrzymi szacunek.

 

Danuta Sokołowska

 

 

Akcja KGW „Stokrotka”

 

2 lutego 2010 roku Koło Gospodyń Wiejskich „Stokrotka” zorganizowało w czasie ferii zimowych dla dzieci i dla młodzieży szkolnej imprezę gier i zabaw. W czasie zajęć przeprowadzono wiele konkursów, po których nagradzano najlepszych z każdej grupy wiekowej. Panie z KGW przygotowały też poczęstunek dla dzieci domowego wypieku. Ciasta smakowały wszystkim. Wśród dorosłych i wśród dzieci zainteresowanie wzbudziła wizyta w „muzeum przyrodniczo-edukacyjnym” w sali Zespołu Parków Krajobrazowych w Jerzwałdzie.

 

(kron)

 

 

                                                                                                    

.

 

.

 

 

                                                                                               

 

          Pożegnanie Weroniki Rybaczuk

 

 

19 lutego 2010 pożegnaliśmy na naszym cmentarzu Weronikę Rybaczuk. Nasza matka przeżyła 78 lat. Urodziła się 15 lutego 1932 roku pod Wilnem w miejscowości Piliny. Po wybuchu II Wojny Światowej ojciec Michał został wcielony do armii, po czym znalazł się w wojsku u generała Andersa, pokonując cały szlak. W roku 1940 zginęła jej matka w czasie żniw od uderzenia pioruna podczas burzy. Po wojnie matka została przeniesiona w 1945 roku w razem z bratem Radosławem w ramach repatriacji do Polski (ona do Ornety, brat do Olsztyna).

 

W roku 1948 po powrocie ojca z Anglii poprzez PCK zamieszkali w Dobrzykach. W roku 1950 zawarła związek małżeński z Franciszkiem Rybaczukiem. Po otrzymaniu stałej pracy przez ojca jako drużnika zamieszkali w służbowym domu w Jerzwałdzie, w którym mieszkała do śmierci. W tym czasie zajmowała się prowadzeniem domu i wychowaniem dzieci. To znaczy mnie - urodziłem się w 1952 roku, siostrę Irenę od 1952 roku i Stanisława urodzonego 1966 roku.

 

Dziękuję wszystkim, którzy tego dnia przyszli się pożegnać z naszą matką.

 

Antoni Rybaczuk

 

 

 

 

Weronika Rybaczuk.

W gronie rodzinnym

 

 

 

 

 

 

 

Ceremonia pogrzebowa na naszym cmentarzu.

 

 

 

 

 

Z akt Kazimierza Napiórkowskiego