POMEZANIAE

 

 

 

 

Biuletyn Społeczno-Kulturalny wydawany w Jerzwałdzie od 31 lipca 1991 roku

 

 

            Nr 245 maj  2012  rok

 

 

W Numerze:

 

 

Rydzykostan

Z akt Kazimierza Napiórkowskiego

Obyczaje Majowe

Fotografie z szuflady

 

           W naszym ogrodzie?

 

 

 

Jak drukować poniższe numery

 

 

 

 

 

 

Fot. Janusz Sokołowski

 

.

POMEZANIAE Numer 244

 

POMEZANIAE Numer 243

 

POMEZANIAE Numer 242

 

POMEZANIAE Numer 241

 

POMEZANIAE Numer 240

 

POMEZANIAE Numer 239

 

POMEZANIAE Numer 238

 

POMEZANIAE Numer 237

 

POMEZANIAE Numer 236

 

POMEZANIAE Numer 235

 

POMEZANIAE Numer 234

 

POMEZANIAE Numer 233

 

POMEZANIAE Numer 232

 

POMEZANIAE Numer 231

 

POMEZANIAE Numer 230

 

POMEZANIAE Numer 229

 

POMEZANIAE Numer 228

 

POMEZANIAE Numer 227

 

POMEZANIAE Numer 226

 

POMEZANIAE Numer 225

 

POMEZANIAE Numer 224

 

POMEZANIAE Numer 223

 

POMEZANIAE Numer 222

 

POMEZANIAE Numer 221

 

POMEZANIAE Numer 220

 

POMEZANIAE Numer 219

 

POMEZANIAE Numer 218

 

POMEZANIAE Numer 217

 

POMEZANIAE Numer 216

 

POMEZANIAE Numer 215

 

POMEZANIAE Numer 214

 

POMEZANIAE Numer 213

 

POMEZANIAE Numer 212

 

POMEZANIAE Numer 211

 

POMEZANIAE Numer 210

 

POMEZANIAE Numer 209

 

POMEZANIAE Numer 208

 

POMEZANIAE Numer 207

 

POMEZANIAE Numer 206

 

POMEZANIAE numer 205

 

POMEZANIAE Numer 204

 

POMEZANIAE Numer 203

 

POMEZANIAE Numer 202

 

POMEZANIAE Numer 201

 

POMEZANIAE Numer 200

 

POMEZANIAE Numer 199

 

POMEZANIAE Numer 198

 

POMEZANIAE Numer 197

 

POMEZANIAE Numer 196

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Rejestr sądowy Sąd Wojewódzki w Olsztynie, sygn. akt I Ns. Rej. Pr 25/91

Red. nacz. Janusz Sokołowski

14-230 Zalewo Jerzwałd 52a,  tel.: 89 758 86-65, kom. 503 312 016   

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


 

Rydzykostan

- Ajajajajajajaj! – Krzyknął „Były” znad „Trybunowyborczej”. – Chodźcie no tu Padalczyk, szybko. Ale jaja nad jajami.
-
A cóż to się stało Szefie mój ulubiony – skłamał jak zwykle Jan Padalczyk wyrwany ze swojego ulubionego stanu zadumy.

- Ale doskonałą rzecz tu wyczytałem! Ojciec Rydzyk nie dostał koncepcji na swoją telewizję Trwam. Pojawił się oczywiście na obu komisjach sejmowych i senackiej i nic nie wskórał. Celem komisji było przegłosowanie projektu uchwały, która zalecałaby zagłosowanie projektu uchwały, która Najwyższej Izbie Kontroli przeprowadzenie kontroli Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Co miałby sprawdzać NIK?  Oczywiście kwestie nie przyznania cyfrowej koncesji dla telewizji Trwam. Stacja Rydzyka startowała w konkirsie KRRiT wraz z kolkudziesięcioma nadawcami, jednak wyłoniono tyko czterech zwycięzców. 

- „Nie wierzę piosence, niebieski z niej ptak” – tak było w tej starej piosence i ja nie uwierzę dopóki to się nie wydarzy naprawdę. Przecież ten Szefie natychmiast pojedzie do Brukseli na skargę, jak to było w ubiegłym roku, jak nie dostał forsy na swoje wody geotermalne jak tam krzyczał, „To jest totalitaryzm!”

- Tak było Padalczyk, ale przecież nic nie wskórał i Pissssssuarczykom spadło poparcie mimo ich całego zaangażowania.

-  Może i spadło, ale ja w domu muszę nadal słuchać „Radia Maryja” 24 godziny na dobę. Tu zawsze można usłyszeć słowo Boże w agresywny sposób szerzone, usłyszeć wielu jedynie słusznych wypowiedzi, jak to było za komuny. O miłości bliźniego nie ma nawet śladu. U mnie w domu, więc sytuacja wcale się nie zmieniła tym bardziej, że stara pojechała do Warszawy, by 21 kwietnia manifestować swoją wierność dla Telewizji Trwam, mimo, że w domu jej nie mamy. Na dodatek, zostawiła mnie bez żarcia, bo w pośpiechu opuściła dom.

- Dla nas ludzi Platformy ważniejsze są działania długofalowe. Poza tym, kogo wspiera „Tybunowyborcza”, ten jest u władzy.

- Nie pamiętam Szefie, żeby Pana „Tybunowyborcza” wspierała PiS, Kaczyńskiego, a przecież byli u władzy tworząc „Ziobrostan” i próbowali budować z Giertychem z Ligi Polskich Rodzin i świętej pamięci Lepperem z Samoobrony IV Rzeczpospolitą. Im wystarczył ojciec Rydzyk, i „Radio Maryja”, który zażądał, żeby tak było. Proboszczowie z dorzucili swoje z ambon.

- Oj mylicie się Padalczyk, mylicie. Wtedy „Tybunowyborcza” wspierała Platformę. Tylko po wyborach, Pisssssssssuarczycy nie chcieli z nami zrobić koalicji. Miał być PO-PiS i nie wyszło! Zdradzili nas po wyborach!

- Może Szef ma rację. Wtedy nawet mówiło się o premierze z Krakowa, Janie Rokicie z Platformy. Nawet jego żona Neli zapisała się do PiS-u i była posłem w ubiegłej kadencji posłem na sejm. Tusk pozbył się Rokity, a Kaczyński jego starej nie wstawiając jej na listę. Wiem, że u Szefa pracuję tylko dlatego, że głosowałem na Platformę, ale przy urnach omal się nie pobiłem się z moją starą. Wtedy jeszcze nad Jerzwałdem unosił się duch „Radia Maryja”. Jedna z naszych mieszkanek Imrdziakowa puszczała od rana do nocy przez dwie kolumny ustawione na dachu to „ulubione” przeze mnie i ulubione przez moją starą radio. Nie było na nią sposobu.

- Tak było Padalczyk rzeczywiście sobie przypominam. Padalczyk nie macie gdzieś przykiszonego piwa, bo mnie coś suszy po wczorajszym?

-                     Mam.

-                     No to, co się ociągacie.

Janusz Sokołowski         

   

 

 

 

 

 

 

 

 

 

             Nad Jerzwałdem nad unosi się duch „Radia Maryja”

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Z akt Kazimierza Napiórkowskiego

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Obyczaje Majowe

 

Pomysł poświęcenia miesiąca maja Matce Boskiej jest stosunkowo młody, bo sięga końca XIII wieku. Wprowadził go król Kastylii i Leonu. Do Polski wprowadzili go jezuici w 1838 roku, ale u nas zwyczaj ten natychmiast się rozpowszechnił.

Już w latach siedemdziesiątych tamtejszego wieku, ani dziedzic, ani chłop nie wyobrażali bez tego nowego obyczaju wiosny. Jednak u nas zamiast modlić się do figur w kościołach wędrowano do przydrożnych kapliczek. Tam modlono się i śpiewno pieśni maryjne w nadziei, że Matka Boska wstawi się u Boga Ojca i Syna za skruszonymi grzesznikami. Tak pozostało do dnia dzisiejszego. Kobiety, które są głównym motorem tego święta, odnawiają te kapliczki przydrożne, przyozdabiają kwiatami, lampkami choinkowymi i latarenkami. Od dziesięcioleci więc okoliczni mieszkańcy zbierają się wokół kapliczek o zmroku, a w dzień zostawiają drobne pieniądze na latarenki i kwiaty.

w Jerzwałdzie stoją dwie nowe kapliczki oraz krzyż. Jedna z nich została wzniesiona na gruntach prywatnych i jest niedostępna dla osób postronnych, druga stoi przy drodze z centrum Jerzwałdu do Witoszewa, przy posesji państwa Smagałów i chyba przez nich ufundowana jest ogólnie dostępna. Jednak najbardziej popularne miejsce w centrum przy krzyżu, dekorowane i utrzymywane w czystości przez Koło Gospodyń Wiejskich „Stokrotka”. U nas obydwie kapliczki są bliźniaczo podobne architektonicznie. Matka Boska jest umieszczona za szybą. (Fotografie - Janusz Sokołowski)

 

 

 

 

 

Najwięcej kapliczek na sąsiedniej Warmii wybudowano na przełomie XIX i XX wieku, przyczyniły się do tego: wzrastający po objawieniach w niedalekim Gietrzwałdzie kult maryjny, a z drugiej strony sprzeciw wobec Kulturkampfu (1871 r. fotel kanclerza II Rzeszy objął Otto von Bismarck, który od samego początku rozpoczął walkę z językiem polskim i katolicyzmem na Warmii i Mazurach). Swoista religijność ludności warmińskiej doprowadziła do licznego fundowania kapliczek i krzyży przydrożnych, otaczanych przez okoliczną ludność czcią. Najczęściej spotykane motywy to figury Maryi, św. Jana Nepomucena oraz Chrystusa dźwigającego krzyż. Przy kapliczkach gromadzono się na nabożeństwa majowe, śpiewano pieśni religijne i odprawiano msze. Kapliczki warmińskie są charakterystycznym elementem warmińskiego krajobrazu, jak również znakiem rozpoznawczym regionu.

Według jednego z badaczy – Janusza Jasieńskiego na Warmii w roku 1918 było około 1350 kapliczek. Obecnie szacuje że na Warmii stoi około 1600 kapliczek.

 

Do obyczajów majowych wszedł również świecki obyczaj uczczenia 1 maja jako święto klasy robotniczej. Przed II Wojną Światową, co bardziej zaangażowanych członków związków zawodowych zamykano w tym czasie do więzień (zamykano mojego dziadka Kazimierza Grudnia). Po wojnie stało się największym robotniczym świętem z pochodami, majówkami, festynami. Do końca komuny 1989 roku. W tym czasie powstała moja piosenka:

 

1-maja

 

Robotniczej klasy święto, idziesz z twarzą uśmiechniętą,

cieszy się, że wraz tobą jest kolega, choć on z trwogą wypatruje dyrektora.

Jest dyrektor, poznał, widział, może w końcu da mi przydział na lodówkę, będę chyba niósł szturmówkę.

Mogę krzyknąć przed trybuną: Niech nam żyje nasze biuro! Krzyknę, co kto będzie chciał, żebym tą lodówkę miał.

Przed pochodem, przed pochodem wypłacano nam nagrodę.

Tym, co przyszli oczywiście, będzie piwo i kiełbaski, lecz na koniec i bez łaski.

 

Start – najbardziej zasłużeni na trybunie wśród czerwieni
W dole zaś zakłady pracy (szkoły, żłobki i junacy).

Zgodnie już manifestują, co do tych z trybuny czują,

Wyrażając swe poparcie za to piwko i za żarcie.

Wolne tempo, by za szybko nie skończyła się impreza.

Każdy cywil do pomocy niejednego ma harcerza.

Najmniej idzie robotników, no cóż czasem tak się zdarza.

Gości się z dużo naszło więc nie widać gospodarza.

Pieśń ta nagle tu się kończy, szybciej niż się skończył pochód!

Cóż, z pochodu w przyszłym roku może dla mnie będzie dochód.

 

Dzisiaj, zaledwie po dwudziestu paru latach 1 maja powinien być w Polsce ogłoszonym Świętem Ludzi Pracy Bez Pracy. Jak szybko zapomniano o zwykłych ludziach. W Polsce najszybciej w Unii Europejskiej rośnie przepaść pomiędzy biedakami, a ludźmi zamożnymi. Dotyczy to głównie ludzi młodych, którzy nie mają tu szansy. Przecież to bezsensowne, żeby praca na czarno stawała się normą.

 

Pochód 1-szomajowy z tej okazji pokazywany telewizji i teatr w postaci szefa SLD Millera i  szefa Ruchu Palikota był żenującym widowiskiem.

 

3 maja to również świeckie bardzo istotne dla naszego kraju, szczególnie uroczyście obchodzone od roku 1989, (śmieję się, że jest to święto przechodnie z 1 maja na 3 maja). Dla regionu Warmii i Mazur jest to również dzień bardzo ważny. Tego dnia jest uroczyście wręczana w Olsztynie Nagroda imienia Biskupa Ignacego Krasickiego w olsztyńskim zamku. Nagroda przyznawana od 1989 roku za znaczące dzieło lub całokształt działań twórczych i artystycznych osobom związanym z Warmią i Mazurami w dziedzinach: literatura, plastyka, muzyka, dziennikarstwo, fotografika, teatr, architektura, ochrona dóbr kultury, muzealnictwo, edytorstwo, szeroko pojęte nauki humanistyczne.

 

Według przewodniczącego Waldemara ŻebrowskiegoPomysł przyznawania w Olsztynie tego rodzaju nagrody zrodził się jeszcze w 1987 roku, w trakcie kilkakrotnych rozmów, jakie prowadziłem z Krzysztofem Stachowskim, ówcześnie aktywnym miejscowym działaczem kultural­nym. Wkrótce wokół idei nagradzania zasługujących na to wybitnych postaci w regionie skupiła się grupa osób o umiarkowanych poglądach z kręgów ludzi nauki, kultury, sztuki, literatury, prasy i polityki.

 

Wszystkim przyświecała jedna myśl — w świecie kulturalnej unifikacji, lansowania przez komunistyczne władze określonych postaw i wzorców stworzyć swoistą tego przeciwwagę. Postanowiliśmy więc honorować wyróżnieniem tych, którzy potrafili być zawsze wierni sobie i swojemu dziełu, mało tego, są w swej pracy nadal aktywni i nadal twórczy. Nieprzy­padkowo owo docenienie i uhonorowanie laureata widzieliśmy w patronie nagrody, także w jego tytule Biskupa, sugerującym naszą niezależność w sto­sunku do ówczesnej polityki kulturalnej.

 

W takiej atmosferze rozważań ukształtowała się Kapituła Nagrody, której zostałem przez gremium wybrany przewodniczącym. Jej pierwszy skład tworzyli nadto: prof. Tadeusz Maria Gelewski, Krzysztof Marek Stachowski, Tomasz Śrutkowski, Józef Jacek Rójek, Henryk Oszczakiewicz i Tadeusz Willan. Niestety, w 1990 roku Henryk Oszczakiewicz zmarł, Tadeusz Willan natomiast przestał uczestniczyć w pracach Kapituły wraz z upadkiem dwuty­godnika „Warmia i Mazury", którego był redaktorem naczelnym. Ich miejsce zajęli Wiktor Marek Leyk oraz Tadeusz Steigert. Szeregi Kapituły uzupełnił do stanu obecnego w 1997 roku Saturnin Fadrowski.

 

Od początku Kapituła wiedziała, iż do ideowych założeń, jakie stawia sobie regulamin Nagrody imienia Biskupa Krasickiego, trzeba znaleźć jakąś bezpieczną płaszczyznę polityczną, która broniłaby cale przedsięwzięcie przed przewidywanymi utrudnieniami ze strony zawsze czujnej siły przewod­niej. A byt to przełom lat 1988-1989, z dobrze umocowanymi w naszym regionie rządami ekipy zrodzonej w stanie wojennym. Wybór padł na lokalny układ stworzony w Stronnictwie Demokratycznym.

 

I tak pierwszą regionalną inicjatywą nowego Prezydium Rady Okręgu SD w Olsztynie było podjęcie w dniu 13 stycznia 1989 roku decyzji o po­wołaniu do życia Nagrody imienia Biskupa Ignacego Krasickiego. Miała ona być wręczana co roku w czasie uroczystości obchodów rocznicy Konstytucji 3 Maja. Nagrodę od początku stanowił medal pamiątkowy ufundowany i przekazany na ten cel przez Zarząd Oddziału Związku Literatów Polskich w Olsztynie oraz kwota pieniężna pochodząca od członków Kapituły. Przy czym należy tu przypomnieć, iż Medal Biskupa Ignacego Krasickiego z de­wizą na awersie „Godzien Kraj Kochania...", projektu Barbary Lis-Romańczuk, funkcjonował już wcześniej. Jego pomysłodawcą był w 1978 roku Leonard Turkowski, ówczesny prezes olsztyńskiego oddziału ZLP Medal przyznawano członkom oddziału oraz osobom przez niego wytypowanym za „twórcze i interesujące prace związane z życiem literackim na Warmii i Mazurach". Z czasem przedsięwzięcie to zanikło.

 

Ustanowienie Nagrody Imienia Biskupa Ignacego Krasickiego zostało wyjątkowo źle odebrane w tzw. kręgach pezetpeerowskich mędrców. Byłem, jako przewodniczący Stronnictwa Demokratycznego na Warmii i Mazurach oraz przewodniczący Kapituły Nagrody, kilkakrotnie namawiany do zanie­chania jej wręczania. Jeszcze w dniu 3 Maja 1989 roku, na godzinę przed roz­poczęciem uroczystości na zamku olsztyńskim, ponowiono tę sugestię, zaz­naczając, że „jest to dobra rada". Nagroda została jednak wręczona. Wkrótce nastały lata dziewięćdziesiąte, nastąpiły w kraju zmiany ustrojowe, nie była już potrzebna nagrodzie jakakolwiek płaszczyzna polityczna. Można powie­dzieć, iż od 1990 roku Nagroda imienia Biskupa Ignacego Krasickiego stała się wyróżnieniem przyznawanym przez grono osób prywatnych, olsztyńskich działaczy kultury i polityki, ludziom zasłużonym dla regionu Warmii i Mazur. Wokół Kapituły udało się zgromadzić kilku życzliwych Nagrodzie mece­nasów. Niezmienna od dziesięciu lat pozostała natomiast cała organizacyjna oprawa. Nagroda wręczana jest nieodmiennie w rocznicę Konstytucji 3 Maja i zawsze na zamku olsztyńskim — dawniej w Sali Biskupa Marcina Kromera, od kilku lat w obszerniejszej Sali Kopernikowskiej”.

 

Dotychczasowi laureaci:

 

·  1989 - Tadeusz Matulewicz

·  1990 - Henryk Syska

·  1991 - Lucjan Czubiel

·  1992 - Andrzej Wakar

·  1993 - Hieronim Skurpski

·  1994 - ks. Jerzy Steckiewicz

·  1995 - Stefan Połom

·  1996 - Ryszard Czerwiński

·  1997 - Bolesław Marschall

·  1998 - Krzysztof Daukszewicz

·  1999 - Tadeusz Ostojski

·  2000 - Jerzy Ignaciuk

·  2001 - Marion Donhoff

·  2002 - Stanisław Ryszard Piechocki

·  2003 - Stefan Brzozowski

·  2004 - Jan Purzycki

·  2005 - Jan Chłosta

·  2006 - Piotr Bałtroczyk

·  2007 - Kira Gałczyńska

·  2008 - Władysław Ogrodziński

·  2009 - Władysław Katarzyński

     2010 - Barbara Hulanicka

·  2011 - Andrzej Sakson

 

Poniżej kilka moich fotografii z uroczystości z roku 1998 gdy nagradzano Krzysztofa Daukszewicza oraz moja nowsza piosenka nigdzie nie chciana:

 

Pochód

 

W Warszawie miał być jeszcze raz puszczony, pochód, więc Giertych żywił wstręt.

Parada gejów i innej hołoty, Giertych chciał działać, by poszło im do pięt.

 

Mocno wspierali go Pissssuarczycy. Ich też mierziło, co orzekł jakiś sąd.

Europejski – a to skurczybyki! My z Europy takiej wspólnej chcemy won!

 

Albośmy to, jacy tacy, jacy tacy chłopcy Wszechpolscy poprosimy piwo (z hitlerowskim pozdrowieniem) byle było żywo!

 

Ten lekarz nigdy więcej już nikogo! Wykrzyczał Ziobro minister w świetle lamp.

I w reżimówce film pokazywali, jaki łapownik ten doktor, jaki cham!

                                              

Inny znów doktor pobierał organy od takich, w których się jeszcze życie tli.

A tu strajkować jeszcze mają czelność chamy w kamasze wszystkich – rzekł Dorn i uniósł brwi.

 

Albośmy to, jacy tacy chłopcy Wszechpolscy poprosimy piwo (z hitlerowskim pozdrowieniem) byle było żywo!

 

Daukszewicz w prasie twierdził, że w Opolu w kabaretonie nie chcieli puścić go.

W rzeczywistości teksty były słabe, jak tu oceniać coś, kiedy nie ma, co?

                                                          

Jak tu budować tą Rzeczpospolitą, gdy ABW nikt nie chce u swych drzwi?

Ktoś się zastrzelił tylko przez przypadek, no i dlatego pełno było krwi!

 

Albośmy to, jacy tacy chłopcy Wszechpolscy poprosimy piwo (z hitlerowskim pozdrowieniem) byle było żywo!

 

Towarzysz Lepper znowu był na drogach, „Słoneczko Peru”, u Donalda lśni.

Don Lato nam uzdrowi polską piłkę, Kaczora podpis znaczył tyle, co i nic?

 

Od prezydenta mogliśmy się nauczyć, jak zrobić Bolka, a innym razem nie!

Jak hymn zaśpiewać, żeby w końcu wyszło, a że nie wyszło, każdy o tym wie!

 

Albośmy to, jacy tacy chłopcy Wszechpolscy poprosimy piwo (z hitlerowskim pozdrowieniem) byle było żywo!

 

Gdy pod Smoleńskiem upadł nasz Tupolew, naiwny byłem, że to w końcu „chwatit”,

Że będzie koniec wojny „Polsko-Polskiej”, bo to bez sensu wobec śmierci sióstr i braci.

 

Tu jednak leciał przekręt za przekrętem, by tylko zostać naszym prezydentem!

Jarosław krzyczał: - W imię tego, ja kocham Oleksego i już nie będą „głowy rżnięte”!

 

Albośmy to, jacy tacy chłopcy Wszechpolscy poprosimy piwo (z hitlerowskim pozdrowieniem) byle było żywo!

 

I dalej mówił, że on sam po tej stracie, to nawet naszych ruskich braci.

Może nie wszystkich, lecz bez Gruzina, który jedyny się zeszmacił!

 

A tylko, jak zostanie prezydentem, to sam otworzy paradę gejów i lesbijek,

Aby cały świat mógł się przekonać, że on jednak nie jest „świńskim ryjem”!

 

Albośmy to, jacy tacy chłopcy Wszechpolscy poprosimy piwo (z hitlerowskim pozdrowieniem) byle było żywo!

 

                                                                                  Janusz Sokołowski

 

 

 

 

Zwycięzca!

 

 

 

Bardzo lubię tą fotografię jeszcze nie upozowaną - Od góry stoją członkowie Kapituły - od lewej - Saturnin Fadrowski, Marek Leyk, Józef Jacek Rojek, Waldemar Żebrowski, Tadeusz Steigert, Tadeusz Maria Godlewski, Krzysztof Marek Stachurski, siedzą laureaci - od lewej - Lucjan Czubiel, Tadeusz Marschall, Henryk Panas, Krzysztof Daukszewicz, Stefan Połom, Edward Matulewicz i Ryszard Czerwiński.

 

 

 

 

 

Zwycięzca z Danutą Sokołowską, (autorka pracy magisterskiej o Krzysztofie).

 

Zwycięzca z Tomkiem Śrutkowskim i Waldemarem Żebrowskim.

 

Zwycięzca z Wieśkiem Niderausem i Zbyszkiem Wątorskim

 

 

Siostrzenica Teresa, siostra Stanisława i szwagier.

 

Zwycięzca z Markiem Leykiem.

 

Zwycięzca gratulującym mu Henryk Panas i obok Stefan Połom.

 

 

 

 

 

 

Zwycięzca z Wojtkiem Sobolem – obok medal, który jest wręczany z tej okazji.

 

.

 

 

 

 

 

Fotografie z szuflady

 

 

 

 

 

 

.

 

 

.

 

 

 

 

 

 

Małgosia Daukszewicz-Kreczmar – rok 1994 w domku w Nartach koło Szczytna. Fotografia Janusz Sokołowski.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W naszym ogrodzie?

 

 

Fotografie Janusz Sokołowski.

 

 

 

 

 

 

 

Jak drukować?

 

Potrzebny jest Ci Adobe Reader.

Po ściągnięciu na twardy dysk nie marnuj tuszu przed wydrukowaniem!

Możesz wydrukować dwustronnie. Masz wtedy w domu ten biuletyn w  takiej postaci, tak ja wysyłam po wydrukowaniu do biblioteki publicznej w Olsztynie.