POMEZANIAE

 

 

 

Biuletyn Społeczno-Kulturalny wydawany w Jerzwałdzie od 31 lipca 1991 roku

 

            Nr 226  lipiec 2010 

 

W Numerze:

 

Dogrywka

Z teki Tadeusza Markosa

O nieudanych przedsięwzięciach

Dni Zalewa

W naszym ogrodzie

Zaproszenie Mattisa Piegata

 

 

 

 

 

 

POMEZANIAE Numer 225

 

Muzeum-skansen. – Fot. J.S.

POMEZANIAE Numer 224

 

POMEZANIAE Numer 223

 

POMEZANIAE Numer 222

 

POMEZANIAE Numer 221

 

POMEZANIAE Numer 220

 

POMEZANIAE Numer 219

 

POMEZANIAE Numer 218

 

POMEZANIAE Numer 217

 

POMEZANIAE Numer 216

 

POMEZANIAE Numer 215

 

POMEZANIAE Numer 214

 

POMEZANIAE Numer 213

 

POMEZANIAE Numer 212

 

POMEZANIAE Numer 211

 

POMEZANIAE Numer 210

 

POMEZANIAE Numer 209

 

POMEZANIAE Numer 208

 

POMEZANIAE Numer 207

 

POMEZANIAE Numer 206

 

POMEZANIAE numer 205

 

POMEZANIAE Numer 204

 

POMEZANIAE Numer 203

 

POMEZANIAE Numer 202

 

POMEZANIAE Numer 201

 

POMEZANIAE Numer 200

 

POMEZANIAE Numer 199

 

POMEZANIAE Numer 198

 

POMEZANIAE Numer 197

 

POMEZANIAE  Numer 196

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Rejestr sądowy Sąd Wojewódzki w Olsztynie, sygn. akt I Ns. Rej. Pr 25/91

Red. nacz. Janusz Sokołowski

14-230 Zalewo Jerzwałd 52a,  tel.: 89 758 86-65, kom. 503 312 016   

 

 


      Dogrywka

-        Ajajajajajajaj! – Krzyknął „Były” znad „Trybunowyborczej”. – Chodźcie no tu Padalczyk, szybko. Ale jaja nad jajami.

-        A cóż to się stało Szefie mój ulubiony – skłamał jak zwykle Jan Padalczyk wyrwany ze swojego ulubionego stanu zadumy.

-        A więc w końcu nasi wygrali i z Pissssssuarczyków nie zostało wiele. Mamy wszystko, co potrzeba, by sprawować samodzielnie władzę. Bo kolegów koalicjantów, którzy wejdą w koalicję z każdym, kto jest aktualnie przy władzy nikt chyba poważnie nie bierze pod uwagę. Na dodatek po śmierci prezesa Instytutu Pamięci Narodowej Janusza Kurtyki w katastrofie pod Smoleńskiem przestaną w końcu grzebać w moim życiorysie.

-        Szefie, moja żona płakała i płacze do dzisiaj, że nie wygrał Jarosław Kaczyński. Poza tym PiS-owcom gwałtownie podskoczyły sondaże według innej gazety niż Pana „Tybunowyborcza”. Ja nie byłem na wyborach, bo mi się popsuł rower, więc stara poszła na piechotę sama. A wiem z „reżymowej” telewizji i z „Radia Maryja”, że PiS może już liczyć aż na 40%, PO na 48, a SLD na 9, a Polskie Stronnictwo Ludowe znajdzie się poza sejmem!

-        O żesz ty jasna cholera! Padalczyk! Mogą więc, jak w mediach publicznych zrobić układ i po wyborach w przyszłym roku zrobić układ rządu mniejszościowego Pisssssuarczycy z SLD – i rządzić później do „usranej śmierci”.

-        Wszystko Szefie przez Palikota! Ten, co się odezwie, to rośnie wszystkim, prócz PSL-u. Od momentu, jak powiedział, że Jarosław Kaczyński ma „Krew na rękach” za tą śmierć pod Smoleńskiem!

-        Padalczyk, musimy zrewidować nasze poglądy na to, że nasi piłkarze dostali w dupę 6 : 0! Przecież nasi przegrali z Hiszpanami, którzy właśnie zostali mistrzami świata.

-        Ja tam szefie w tej sprawie poglądu nie zmienię, nasi są szmaciarzami, biorącymi za szmaciarstwo dużą kasę. Według FIFA znajdujemy się już poza pięćdziesiątką.

-        Ale u nas w gminie nie ma już „obsypanego nagrodami” Bogdana H.

-        Szefie. To może jednak zrobimy mu „komitet wyborczy” do wyborów do sejmu. Do tego czasu wyrok mu minie i będzie mógł startować. Będzie dumnie reprezentował „Ziemię Zalewską” jako jedyny SB-ek, który był szykanowany politycznie w naszych czasach.

-        Padalczyk, tak zrobimy.

-        Szefie, a co będzie, jak PSL-owcy nie dostaną się do sejmu? Przecież PIS, jak się śmieją wchłonął swoje „przystawki” Ligę Polskich Rodzin i Samoobronę i nie ma ich teraz nie ma ich w sejmie.

-        Nie ma takiego sposobu Padalczyk, żeby PSL-owcy zostali poza sejmem. Kto by wtedy szefował Ochotniczym Strażom Pożarnym? Przecież prezes OSP na cały kraj Waldemar Pawlak nie wyrzekł się nawet swojej matki, żeby przez nią móc zarabiać na fundacji związanej z OSP. Daje przykład, jak zgodnie z prawem – choć nieetycznie da się zarabiać naprawdę grubą kasę. Padalczyk, a wy na długo w tych Anonimowych Abstynentach? Chyba nie na zawsze?

-        Miesiąc Szefie, aż skończę brać antybiotyki.

-        To jednak uschnę na wiór.

                                                                     Jarosław Sokołowski

                                                                     (Masa?)

 

 

 

                                                                                  

Z teki Tadeusza Markosa

 

 

- Wy mi się tu Padalczyk nie obawiajcie! To Wy jesteście świadkiem koronnym!

 

 

     

  O nieudanych przedsięwzięciach

 

Po ponad trzydziestoletnim okresie mieszkania w Jerzwałdzie zastanawiam się często, jak to się dzieje, że niektóre wydałoby się dobre pomysły na życie nie sprawdzają się w rzeczywistości?

 

Zacznę od siebie.

 

W czasie budowy mojego pierwszego, drewnianego domu, który w 80% wykonałem samodzielnie (łącznie z oknami) nabrałem wprawy jako stolarz. Postanowiłem żyć z tego, bowiem było duże zapotrzebowanie na te prace. Zwolniłem się z Nadleśnictwa Susz na zasadzie porozumienia stron. Moja produkcja elementów meblowych sosnowych (boczki i plecki) szła wtedy do mojego przyjaciela z Sopotu, kolegi z warszawskiego ogólniaka – Lecha Michalczewskiego (tego, o którym obecnie głośno z jego opatentowaną maszyną do napełniania worków z piaskiem i sypania wałów przeciwpowodziowych). Byłem tak pewny siebie, że nie przestrzegałem podstawowych przepisów BHP i trzymałem trociny przy piecu. Finał znają wszyscy Jerzwałdziacy – zostałem bez domu i mój ówczesny  pomysł na życie legł w gruzach.

 

Nasz dom przed pożarem – fot. J. S.

 

Zgliszcza domu – fot. Zefiryn Pągowski.

 

Młyn

 

Janusz Ruchaj – aptekarz z Morąga, kiedy kupił ten młyn rozpoczął kosztowny remont (na zdjęciach kilka faz remontu). Miał pomysł, żeby kupić na Rucewie kilkadziesiąt hektarów ziemi, obsadzić lipą i suszyć kwiaty w remontowanym pod tym kątem młynie. Niestety tragiczna śmierć w wypadku samochodowym zniweczyła jego pomysł na życie.

 

    Młyn przed remontem – fot. J.S.

 

 

 

 

    Młyn przed remontem – fot. J.S.

 

Muzeum Nienackiego

 

O tym pisałem w 224 numerze POMEZANIAE i nie chcę się powtarzać.

 

Ambulatorium

 

Tekst ze 102 numeru POMEZANIAE marzec 1995 rok

 

UROCZYSTE OTWARCIE I ZAMKNIECIE AMBULA­TORIUM W JERZWAŁDZIE (?!)

 

17 marca br. odbyła się w Jerzwałdzie ba­rdzo miła uroczystość przekazania lokal­nej społeczności ambulatorium. Organiza­torem i głównym „dawcą" tego przedsię­wzięcia był prof. med. Józef F. Schier. Na ostatnim wiejskim zebraniu sprawa ta była sygnalizowana przez burmistrza Za­lewa inż. Henryka Gajcego.

 

 

Od lewej Bogdan Hardybała, Krzysztof Słowiński, prof. Józef Schier wyjaśnia, jaka działalność medyczna  ma być tu prowadzona – fot. J. S.

 

Od lewej – Kazimierz Szramowski, Henryk Gajcy, Elżbieta Blonkowska i Waldemar Rosłan – fot. J.S.

 

Od lewej – Kasia Rodziewicz, Mateusz Matuszek i Karolina Markos – fot. J.S.

 

Prof. Józef Schier i Grzegorz Markiewicz – fot. J. S.

   

 

W otwarciu ambulatorium udział wzięli zaproszeni: Henryk Gajcy, Waldemar Rosłan (przewodniczący Rady Miejskiej w ubiegłej kadencji), Bogdan Hardybała (w obecnej kadencji przewodniczący Rady), Kazimierz Szramowski (radny), Grzegorz Markiewicz (radny), Krzysztof Słowiński (dyrektor Zespołu Parków Krajobrazowych) Elżbieta Blonkowska (kierownik punktu filialnego szkoły), Henryk Huzarski ja­ko przedstawiciel ZOZ i sołtys Tadeusz Dziekan.

 

Zamiast tradycyjnego przecięcia wstęgi otworzono symbolicznego szampana i bu­telkę koniaku. Przedstawiciele samorządu byli tak zaskoczeni, że wypili (chociaż to nie oni byli fundatorami trunku). Następnie władze samorządowe opowiedzia­ły o swoich kłopotach z utrzymaniem ośro­dka zdrowia w Borecznie (ponad 200 mln zł rocznie), o braku pieniędzy. Na razie nie stać władz samorządowych na zatrud­nienie pielęgniarki w ambulatorium w Jerzwałdzie.

 

Piszącemu te słowa, a obecnemu na uro­czystości było wstyd, kiedy słyszał jak osoby urzędowe poświadczały nieprawdę!!! W zalewskim samorządzie styl pracy się nie zmienił. Od czterech lat opowiada się o pustej kasie i od czterech lat na specjalnej sesji dzieli się nadwyżkę budżetową. O punkcie ambulatoryjnym natomiast wiedziano dokładnie, że takowy powstaje. Trzeba było wcześniej rozma­wiać z darczyńcą, a nie palić głupa na otwarciu.

 

Mam nadzieję, że był to tylko słabszy dzień władzy gminnej i nieporozumienia zostaną wyjaśnione z pożytkiem dla wios­ki i ludzi tu żyjących.

 

Redakcja tymczasem składa serdeczne po­dziękowanie wszystkim, którzy przyczy­nili się do przekazania wyposażenia dla tego ambulatorium.

(J.S.)

 

Nigdy nie myślałem, że ten tytuł będzie tytułem prawdziwym.

 

Przyczyna jest chyba znana. Bogdan H. twierdził, że w Zalewie została przeprowadzona „złodziejska prywatyzacja” w służbie zdrowia, i nie ma od niej odwrotu. Więc monopol państwa N. stał się faktem. Na moje pytanie, dlaczego nie potwierdził tego w sądzie, gdy byłem pozwany przez państwa N. w procesie o zniesławienie za artykuł prasowy „Radni naprawiają błąd, nie będzie prezentu dla N” a stanął po stronie państwa N. nie potrafił odpowiedzieć.

 

Sklep spożywczy

 

Tylko Grzesiek Markiewicz wie, dlaczego mu się nie udało utrzymać sklepu spożywczego w najlepszym miejscu, naprzeciwko siedziby Parku.

 

Muzeum-skansen

 

Mimo znakomitych członków (od prezesa Lucjana Wołosa, przez dyrektorów dwóch parków krajobrazowych – w tym naszego parku czy wojewódzkiego konserwatora przyrody z olsztyna) nie udało się zrealizować przez Towarzystwo Miłośników Przyrody Warmii i Mazur „Natura” właściciela budynku w Jerzwałdzie tego projektu. Towarzystwo „Natura” wydaje za to na wysokim poziomie edytorskim kwartalnik finansowany przez Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska w Olsztynie.

 

Tak jak napisałem wcześniej, nie ma takiego stowarzyszenia, które wyłożyłoby kwotę ponad 100.000 zł, żeby później mieć zrefundowane 80 % środków. Towarzystwo po walnym zebraniu członków będzie chciało sprzedać ten obiekt.

 

Muzeum-skansen – fot. J. S.

 

Muzeum-skansen – fot. J.S.

 

Wieża ciśnień w Zalewie

 

Kiedy Witold Malinowski (radny Rady Miejskiej w Zalewie) kupił wieżę ciśnień wydawało mu się, że sprawa jest piękna. Niestety „piękno wieży” przerosło jego możliwości finansowe.

 

Wieża ciśnień przy Zalewskim dworcu – fot. J. S.

 

Wieża ciśnień rok 2010 – fot. J.S.

 

Siedziba Towarzystwa Miłośników Ziemi Zalewskiej

 

Mieści się przy ul. Szkolnej 2 A

 

Towarzystwo istnieje od 2002 roku. Gromadzi ok. 20 członków zwyczajnych i nadzwyczajnych. Działalność statutowa: gromadzenie materiałów i szerzenie wiedzy o historii i walorach krajoznawczych Ziemi Zalewskiej. TMZZ jest wydawcą biuletynu "Zapiski Zalewskie". 


Prezes - Pani Krystyna Kacprzak
. 

 

Mimo znakomitych członków (prezes jest przecież przewodniczącą Rady Miejskiej w Zalewie) prace przy siedzibie od czasu powstania Towarzystwa nie drgnęły z miejsca.

 

Siedziba TMZZ – fot. J. S.

 

Siedziba TMZZ – w roku 2010 – fot. J.S.

 

 

Miałem wkrótce przekazać prezes TMZZ w prezencie setki oryginalnych fotografii, które wykonałem przy różnych okolicznościach na terenie Zalewa, które są z pewnością zdjęciami unikalnymi.

 

Poczekam do momentu, aż zostanie „przecięta wstęga” na wyremontowanej siedzibie Towarzystwa. Przecież nawet wydawanie „Zapisków Zalewskich” – sztandarowej pozycji Towarzystwa zamarło!

 

Janusz Sokołowski

 

 

Zaproszenie Mattisa Piegata

 

 

Zaproszenie do skansenu w Olsztynku

 

Mattis Piegat pisze:

Laban deinan Nertiks,

debikan dinkes prei nawan numeris Etbaudijsna.

 

Labai kai dijgi Tu peisi prusiskai be paminta kai miksiskan bille, stwi en Prusai ast nemazingan prei andran sepmisimte mettai.

 

Dobrze że również Ty piszesz po prusku i pamiętasz że język niemiecki tu w Prusach jest zabroniony przez następne 700 lat.

 

Iz swajan deiktan As kwoi informit eze nawan Prusiskan Antre 9,10 Augustus en Olsztynek.

Otrzymałem uprzejme zaproszenie od Kanclerza Pruthenii Dr Bogdana Radzickiego do poprowadzenia kolejnych Warsztatów Pruskich również w tym roku 9 i 10 sierpnia w Skansenie w Olsztynku.

 

Bardzo gorąco zapraszam.

 

Oczywiście zrobię małe podsumowanie zeszłorocznego spotkania, które pokazało trud odradzania się języka pruskiego. Cieniutkie prace domowe odrobili: Piteris, Jenny, Krista, Sławek. Toteż ogromne było moje zdziwienie gdy otrzymałem pruski list od Marioli, napisany między przyjmowaniem agroturystów, wieczorami autorskimi, doglądaniem roli.

 

Brawo.

 

List ten załączam dla dodania otuchy. Że można. Tegoroczne spotkanie zostało pomyślane jako dwuczęściowe: pierwszy dzień dla choćby trochę zaawansowanych i drugi dla całkowicie początkujących.

 

Motywem przewodnim będzie 6-cio wyrazowe opowiadanie Ernesta Hemingway'a: Prei perdaibe: malnijnkans kurpes, nikweigi nijsauns.

 

I proszę o poczynienie koncepcyjnych przygotowań.

 

Jak na przykład: Prussai gaidei osmisimte mettai no internete.

 

Prusowie czekali osiemset lat na internet.

 

Pasowałoby słówko „cierpliwie” ale to już jest o jedno słowo za dużo. Gdybyście w czasie wakacji na błękitnych pruskich jeziorach, albo w pachnących żywicą lasach, albo nad rzekami, które jak przed tysiącami lat szepcą swoje pruskie wiersze - spotkali Wielkiego Mistrza to zwróćcie się do niego takimi słowy:

 

Laban deinan Bruno, ka Tu stwi seggi en prusiskan tauto?

 

Dzień dobry Bruno, co robisz tu w pruskiej krainie?

 

Grzecznie.

 

Senteisai

 

           Mattis

 

 

          Dni Zalewa

 

 

                                                                      

 

W naszym ogrodzie